Architektura emocjonalna Daniela Libeskinda

Listopad 23 | Architektura, TEMAT DNIA

Światowej sławy architekt- Daniel Libeskind w rozmowie z redaktor naczelną Agnieszką Bzdyrą opowiada o emocjach i celowości architektury, o sile przekazu i funkcji komunikowania określonych wartości…

A.B.: Ma Pan dosyć specyficzne podejście do architektury…Twierdzi Pan, że w jej naturę wpisany jest optymizm. Jak to rozumieć?

D.L.: Uważam, że optymizm jest siłą napędową architektury. W tej profesji trzeba wierzyć w przyszłość. Można być generałem, politykiem, ekonomistą w depresji, muzykiem smutnej nuty, malarzem szarości. Architektura jest ekstatyczną wiarą w lepszą przyszłość. A ta wiara napędza społeczeństwo. Obecnie ogarnia nas wszechobecny pesymizm. A jednak według mnie nasze czasy mogą przynieść nowe koncepcje w architekturze, i to nie małe. Miasta i budynki jak Empire State Building, Rockefeller Center nie powstały w czasach dobrobytu. Jednak energia i siła ich architektury, nadal napędza społeczną i polityczną przestrzeń wokół nich.

A.B.: Szuka Pan ludzkiego pierwiastka, symboliki, znaczenia, etyki, w tym co tworzy. Co to znaczy?

D.L.: Nie postrzegam architektury jako jednego ze zwykłych przedmiotów, jak pralka czy lodówka. W końcu zwykle stanowi ona miejsce do życia. Architektura ma swoje serce i duszę, ciało i siłę. Nie należy rozpatrywać jej jedynie w kontekście samego materiału – budulca lecz w szerszym wymiarze kulturowym, społecznym, etycznym, naukowym. Nie opiera się ona na betonie, stali czy minerałach. Jej podstawą jest zachwyt. Dzięki zachwytowi i zdumieniu powstały największe miasta i najznakomitsze przestrzenie. Dla mnie architektura opowiada historię. Jest to historia zbudowana z mocnych materiałów. A także opowieść o wysiłku i walce z niemożliwym.

A.B.: Kiedyś powiedział Pan, że architektura nie jest jedynie abstrakcyjnym ćwiczeniem, to przeżycie emocjonalne. Jakie emocje wyzwalają budynki Libeskinda?

D.L.: Trzeba wyjść poza własne potrzeby i bliskie nam koncepcje, by otworzyć się na coś zgoła nowego, innego, często niespodziewanego. To prawda, nie jest ona dla mnie jedynie intelektualnym czy abstrakcyjnym ćwiczeniem ale próbą uwzględnienia ludzkich emocji. To zawsze jest rodzaj wzajemnego oddziaływania, uchwycenia duszy budynku, którą będzie można odczytać w emocjonalny sposób.

Chodzi o to, by wprowadzić takie wymiary architektury, które mogą być niemożliwe do opisania słowami. Takie, które polegają na proporcjach, materiałach czy świetle. Nie są one czymś całkiem nowym, ale czymś osadzonym w życiu i historii miasta, w ludziach. Twierdzenie, że budynek powinien być zrozumiały jest fałszywym założeniem, które zbanalizowało architekturę.

A.B.: Zawsze chciałam zadać Panu to pytanie… Większość Pana budynków jest bardzo dynamiczna, linearna, w pewnym sensie wyczuwalne jest jakieś zniecierpliwienie w kontakcie z nimi. Dlaczego zwykle sięga Pan po takie „ostre” formy bez kątów prostych?

D.L.: (śmiech) Zaprojektowałem wiele budynków posiadających kąty proste, ale także krzywizny i inne formy przestrzenne. Architektura musi mieć swój kontekst, nie chodzi jedynie o powielenie istniejących rozwiązań, ale ustosunkowanie się do dynamicznie zmieniającego świata. Sądzę, że jest to bardzo ważne, w przeciwnym razie mieszkalibyśmy w budynkach nieprzystających zupełnie do współczesnych realiów. Poza tym nie da się zaprojektować niczego znaczącego bez głębokiego zrozumienia kontekstu w jakim powstaje projekt. Zdarza się, że ten prawdziwy nie zawsze jest dostrzegalny od razu, bywa zapomniany lub mglisty.

A.B.: Niektóre z zaprojektowanych przez Pana budynków mają wymiar symboliczny, jak chociażby Muzeum Żydów w Berlinie czy plac Ground Zero powstały w miejscu zburzonych wież World Trade Center. Czy tego rodzaju architektura wymaga innego podejścia koncepcyjnego, czy też jest to ten sam proces kreatywny jak w przypadku komercyjnych realizacji?

D.L.: Każdy budynek musi posiadać jakiś istotny powód uzasadniający swoje istnienie. Nie tworzy się formy dla samego jej piękna. Byłaby głupia i bezsensowna. Strzelistość brył katedr pozwala zbliżyć nam się do Boga. Mają one swoje uzasadnienie dla formy i swojego istnienia. Całość jest spójna i celowa. Architektura to rodzaj sztuki z niewiarygodnie długą tradycją. Wystarczy spojrzeć na osiągnięcia architektoniczne Ameryki czy jakiegokolwiek innego zakątka świata. Wszędzie tam architektura ewoluuje i raz po raz stara się zaproponować coś zgoła nowego. Budynki nie są jedynie pustymi pudełkami ustawionymi wzdłuż wcześniej zaplanowanych ulic. W końcu nikt z nas nie chce być z góry zaszufladkowany i nijaki. Poszukujemy zatem czegoś, co nas wyróżni i sprawi, że odnajdziemy w tym czymś pierwiastek samego siebie.

Każdy budynek posiada własną symbolikę i historię do opowiedzenia. Nawet te z pozoru „bezmyślne” starają się przekazać jakiś komunikat. Jest on krótszy i bardziej banalny, ale jednak. Budynki symboliczne wciągają swoją opowieścią, która z założenia jest o wiele bardziej skomplikowana. Każdy ze stworzonych przeze mnie budynków ma swoją opowieść, bez względu czy jest to muzeum, apartamentowiec czy plac publiczny. Architektura to dziedzina służąca komunikowaniu określonych wartości, a nie abstrakcyjna forma sztuki. Wierzę w ekspresję. Nigdy nie byłem zwolennikiem neutralności czy to w życiu, czy w czymkolwiek. W wielu projektach jest nieobecna, bo wydaje nam się, że architektura powinna być neutralna, że to branża bez opinii, bez wartości. Wierzę, że to właśnie siła wyrazu – miast czy naszej własnej przestrzeni – nadaje znaczenie architekturze.

A.B.: Interesuje mnie pańska inspiracja do stworzenia Złotej 44, póki co jedynego budynku Pana autorstwa w Polsce. Co leżało u podłoża konceptu kreatywnego?

D.L.: Inspiracją do stworzenia Złotej 44 była sama Warszawa. Dorastałem w niej i wciąż doskonale pamiętam obraz systemu totalitarnego i wynikający z niego smutek widziany w ludzkich oczach, szarość kamiennych budynków i przytłaczające widoki. Warszawa jest mi bliska, wyjechałem z niej w wieku 11 lat, więc całkiem świadom obrazu ówczesnej rzeczywistości. Po latach wróciłem do miasta zupełnie odmienionego, nowoczesnego, z ogromnym potencjałem i chęcią rozwoju. Zainspirowany tą dynamiką i energią, a także Wisłą i pięknymi widokami, chciałem dać miastu coś wartościowego, podkreślającego jego niewiarygodny potencjał. Na Warszawę warto spojrzeć z perspektywy przyszłości, nie tylko przeszłości.

A.B.: Szukanie architektonicznego kontekstu musiało być koszmarem…

D.L.: Nie, wcale nie. Zależało mi owszem na wpisaniu się w kontekst otoczenia, nie tylko Pałacu Kultury i Nauki i Sztuki, ale także budynków z lat 50-tych i 60-tych. Bryła budynku posiada nieregularności, kąty, tworzące interesującą grę światła z istniejącą tkanką budowlaną. Budynek posiada nieco dramatyczną formę, Rzeźbiarska forma budynku niesie ze sobą silny ładunek emocjonalny – tak jak miasto w którym powstał. Jest jednocześnie najwyższym budynkiem mieszkalnym w Europie przez co niesie symboliczne znaczenie dynamicznego rozwoju miasta i jego pozytywnej przyszłości, ale także ogromną funkcjonalność dzięki tej cesze.

A.B.: Wielu artystów wszelkich dziedzin stara się poprzez swoją sztukę wyrazić ducha czasów w których żyją. Jaki jest duch budynków, które Pan projektuje?

D.L.: To duch demokracji, indywidualizmu, wolności. Trzymanie się konkretnego stylu i naśladownictwo innych twórców są mi obce. To co tworzę przede wszystkim ma być bliskie społeczeństwu i człowiekowi dla którego powstaje. Wiadomo, że całym światem rządzą emocje. To właśnie czyni go pięknym. Konfrontacja braku emocji z emocjami to próba dialogu, który przyswoiły sobie miasta. Nie chodzi tylko o formę, ale o wyrażanie emocji. Nie tylko emocji konstruktorów, ale i mieszkańców.

A.B.: Goethe porównał architekturę do zamrożonej muzyki… Pan także był muzykiem w przeszłości. Czy to pomogło Panu w zrozumienia języka architektonicznego lepiej?

D.L.: To prawda byłem w przeszłości muzykiem. Teraz nadal pozostaję artystą w pewnym sensie, zmienił się jedynie instrument. Muzyka i architektura są blisko ze sobą powiązane. Muzyka buduje przestrzeń podobnie jak architektura. W jednej i drugiej dziedzinie ważne są proporcje i kierunki, uwarunkowania fizyczne człowieka. W architekturze, jak w orkiestrze potrzebny jest zespół równie utalentowany i zgrany.

A.B.: Czy sądzi Pan, że nowoczesna architektura ma szansę na miano ponadczasowej, jak ta z okresu renesansu czy baroku?

D.L.: Właściwie to żyjemy w czasie architektonicznego renesansu. Renesans w swoim założeniu oznacza ponowne odkrywanie i właśnie ten proces jest najbardziej widoczny obecnie. Odkrywamy nowe technologie, nowe materiały, poszukujemy zrównoważonych metod budowy nowych obiektów, staramy się tworzyć coraz bardziej energooszczędną architekturę, troszczymy się o środowisko i przyszłość całej planety… Tak, sądzę, że to właśnie jest najlepszy okres w dziejach architektury. Zachodzą w niej zmiany, które mają szansę w realny sposób wpłynąć na naszą przyszłość.

A.B.: Co sądzi Pan o pozycji Polski na architektonicznej mapie świata?

D.L.: Sądzę, że Polska wypracowała całkiem silną pozycję. Duża liczba nowych, wspaniałych budynków nie pozostaje niezauważona. Co istotne, architektura w Polsce nie jest traktowana jedynie jako dziedzina stricte techniczna, ale posiada wymiar kulturowy. To o wiele ważniejsze dla jej jakości.

A.B.: Będzie Pan kontynuował współpracę ze Złotą 44 i realizował dalszą część projektu tego budynku. Co to będzie?

D.L.: Budynki takie jak Złota 44 mają swoją wewnętrzną architekturę, która musi korespondować z całością. Lobby, ściany, żyrandole, hole , to miejsca i elementy które uzupełniają moją wizję architektoniczną. Przez nie człowiek na własnej skórze doświadcza obcowania z dziełem architektonicznym. Detale są ważne, dlatego zamierzam zadbać o nie sam.

A.B.: Czy poza tym projektem ma Pan jakieś nowe plany na realizacje w naszym kraju?

D.L.: Realizuję jednocześnie bardzo wiele projektów w zasadzie na całym świecie. Różnej wagi i kalibru. Polska także jest w moich planach, mam nadzieję, że wkrótce wrócę tu z nowymi projektami.

 

 

Pin It

Zobacz także

« »