Surowy beton, gipsowa sztukateria i fresk opowiadający historię Baby Jagi. W restauracji przy Towarowej 22 w Warszawie, Sebastian Śliwiński połączył współczesną architekturę z wyobrażeniem przedwojennej Polski. Punktem wyjścia były nazwa lokalu i kuchnia, która miała być tu serwowana. Efektem jest wnętrze, które zamiast dosłownie ilustrować ludową opowieść, buduje własny świat pomiędzy nostalgią, sztuką i współczesnym designem.


Od nazwy do koncepcji wnętrza
Projekt restauracji rozpoczął się od dwóch informacji. Pierwszą była nazwa – Babajaga. Drugą – decyzja inwestora o serwowaniu kuchni polskiej. Poza tym projektant otrzymał dużą swobodę w kształtowaniu wnętrza. Kilka inspirujących realizacji wskazanych przez inwestora wyznaczyło ogólny kierunek, ale ostateczna narracja miała powstać dopiero na etapie projektu.
Najbardziej oczywistym rozwiązaniem byłoby potraktowanie nazwy dosłownie. Drewniana chata, ludowe motywy, rustykalne meble i ilustracyjne odniesienia do baśniowej Baby Jagi szybko zamieniłyby restaurację w scenografię. Sebastian Śliwiński świadomie zrezygnował z takiej interpretacji. Zamiast stylizacji postawił na kontrast. Współczesna, surowa przestrzeń została zestawiona z detalem przywołującym atmosferę przedwojennej Polski. Beton i sztukateria stały się dwoma najważniejszymi elementami tej opowieści.


Beton jako punkt wyjścia
Sam lokal podpowiedział podstawową materię projektu. Konstrukcyjne elementy budynku wykonano z betonu, którego surową fakturę projektant zdecydował się zachować i uczynić jednym z głównych bohaterów wnętrza. Wysoka, jasna i przestronna sala pozostała otwarta. Nie pojawiły się tu rozbudowane zabudowy ani stałe podziały. Zamiast maskować konstrukcję, projekt wykorzystuje jej charakter, budując na nim całą kompozycję. Na dole dominuje więc prostota materiałów i mebli. Nad nimi pojawia się zupełnie inny język – dekoracyjny, historyzujący i zdecydowanie bardziej ornamentalny. Sztukateria przejmuje sufit, a beton pozostaje widoczny na ścianach i posadzce. To zestawienie nie jest próbą stworzenia historycznej scenografii. Przeciwnie – pozwala połączyć dwa pozornie odległe porządki bez ich wzajemnego udawania.



„Słońce” – bar jako centralna instalacja
Pierwszym elementem, który przyciąga uwagę po wejściu do restauracji, jest bar. Sebastian Śliwiński zaprojektował go jako autorską instalację zatytułowaną „Słońce”.
Forma przypomina wschodzące słońce. Jej ramiona podtrzymują konstrukcję półek przeznaczonych na ekspozycję alkoholi, a na powierzchni instalacji poprowadzono oświetlenie LED. Łuki zmniejszające się w kierunku środka okręgu tworzą abstrakcyjną interpretację promieni słonecznych. „Słońce” nie jest jednak dekoracją dodaną do baru. To sam bar. Dzięki temu instalacja staje się naturalnym centrum całej przestrzeni. Istotne jest również jej ustawienie. Bar skierowano w stronę zachodzącego słońca. Pod koniec dnia naturalne światło spotyka się więc z projektowaną formą. Gdy prawdziwe słońce znika za horyzontem, jego miejsce zajmuje światło instalacji.



43 metry fresku opowiadającego historię Baby Jagi
Drugim ważnym elementem wnętrza jest ręcznie malowany fresk biegnący wzdłuż głównych ścian, tuż pod sufitem. Jego łączna długość wynosi 43 metry. Autorem malowidła jest Grzegorz Worpus-Budziejewski.
Fresk przedstawia historię Baby Jagi, ale nie należy go czytać jak klasycznej narracji prowadzonej od początku do końca. Poszczególne sceny tworzą raczej osobny świat, który można odkrywać podczas pobytu w restauracji. Pojawiają się między innymi kradzież u kupca, biesiada, walne zgromadzenie oraz polowanie na lisa. Jedna z części została roboczo nazwana „niebem” – tutaj dominują motywy chmur, ponad którymi pojawia się sama Baba Jaga na miotle. Malowidło otrzymało własne oświetlenie. Wzdłuż całych 43 metrów poprowadzono ciągłą linię LED, która nie rozdziela poszczególnych scen, lecz traktuje fresk jako jedną, ciągłą kompozycję.
Trzy sale ukryte w jednej przestrzeni
Otwartą przestrzeń restauracji można w razie potrzeby podzielić na trzy niezależne strefy. To rozwiązanie wynika z funkcji lokalu – jednocześnie mogą odbywać się tutaj trzy różne wydarzenia.
Zamiast tradycyjnych ścian zastosowano szare kotary. Ich kolor został dobrany tak, aby możliwie mocno zintegrować je z betonowym wnętrzem. Na co dzień pozostają rozsunięte i związane przy ścianach, dzięki czemu restauracja funkcjonuje jako jedna duża sala. Kiedy potrzebny jest podział, kotary pozwalają szybko wydzielić trzy osobne przestrzenie.



Sztukateria jako sposób na podział przestrzeni
Podział na trzy strefy został jednak zapisany w architekturze na stałe. Każda z nich ma własny sufit sztukateryjny. Nie są to gotowe elementy z katalogu. Każdą kompozycję odlewano z gipsu na zamówienie, zgodnie z wytycznymi projektanta. Za wykonanie odpowiadali zawodowi rzeźbiarze, a poszczególne elementy montowano ręcznie na miejscu. Fasety, kompozycje ramkowe i opracowane narożniki tworzą trzy niezależne układy. Dzięki nim podział przestrzeni pozostaje czytelny nawet wtedy, gdy kotary są schowane. Sztukateria pełni więc jednocześnie funkcję dekoracyjną i architektoniczną. Nie tylko ozdabia sufit, ale porządkuje wnętrze i wyznacza jego strefy.


Cztery podstawowe materiały
Projekt został oparty na bardzo ograniczonej palecie materiałów. Beton pojawia się na posadzce i stanowi tło dla całej kompozycji. Bar, wydawka oraz okienko pierogarni wykonano ze stali. Z tego samego materiału powstały wszystkie cokoły. Ciemne drewno pojawia się między innymi na ścianie z toaletami, w szafie na wina oraz w ławach przeznaczonych dla gości. Tapicerka została natomiast dobrana tak, aby przypominała naturalny len. Ta oszczędność nie jest przypadkowa. Przy tak mocnym suficie i rozbudowanej dekoracji ścian dodatkowe materiały i wzory mogłyby zaburzyć równowagę wnętrza. Cała ozdobność została więc skoncentrowana wysoko – w sztukaterii i fresku. Na poziomie wzroku i podłogi pozostaje znacznie spokojniej.


Światło odbite od sztukaterii
Jednym z najbardziej charakterystycznych rozwiązań projektu jest sposób oświetlenia sufitów. Zastosowano lampy Infinito projektu Davide Groppi. Źródło światła pozostaje niemal niewidoczne dla gościa. Nad głowami rozpięto cienkie metalowe linie, na których od góry umieszczono LED-y skierowane bezpośrednio na sufit. Światło odbija się od sztukaterii i dopiero w tej postaci trafia do wnętrza. Dzięki temu jest miękkie, rozproszone i pozbawione wyraźnego punktowego źródła.
To rozwiązanie sprawia, że gipsowy detal zaczyna pełnić dodatkową funkcję. Sztukateria nie jest już tylko ornamentem. Staje się powierzchnią odbijającą światło. W efekcie element inspirowany historycznym detalem architektonicznym zostaje wykorzystany w sposób całkowicie współczesny. Dekoracyjny sufit staje się częścią systemu oświetlenia. Całość uzupełniają reflektory doświetlające bar wydawczy oraz osobne źródła światła przeznaczone do ekspozycji sztuki i komunikacji.
Akustyka pod kontrolą
Restauracja może pomieścić 110 osób. Przy takiej liczbie gości akustyka staje się równie ważnym elementem projektu jak materiały, światło czy układ funkcjonalny. System nagłośnienia został zaprojektowany tak, aby tworzyć tzw. kurtyny dźwiękowe. Ich zadaniem jest ograniczenie swobodnego przemieszczania się dźwięku pomiędzy poszczególnymi stolikami. Dzięki temu rozmowy nie nakładają się na siebie w takim stopniu, jak w typowej dużej, otwartej sali. Rozwiązanie pozostaje niemal niewidoczne – i właśnie na tym polega jego skuteczność.
W Babajaga każdy element wnętrza ma więc więcej niż jedną rolę. Beton buduje bazę, sztukateria porządkuje przestrzeń i odbija światło, fresk tworzy narrację, a bar staje się instalacją. Zamiast dosłownie opowiadać o polskiej tradycji, projekt wykorzystuje jej ślady i przetwarza je w język współczesnego wnętrza.




Zdjęcia: Sebastian Śliwiński
Zobacz także:



